Bez względu na to kim jesteś, ile masz lat, jakie są Twoje preferencje kuchenne, książkowe czy filmowe, wiesz o czym piszę. Nieprawdaż? No, chyba że przez ostatnie dwa tygodnie nie wychodziłeś/aś z domu, nie korzystałeś/aś z internetu.

toy-932922_1920

W każdym razie – Gwiezdne Wojny są ostatnio wszędzie… Ale myliłby się ten kto myśli, że to zasługa milionów wydanych przez producenta filmu. W przypadku Star Wars jest wręcz przeciwnie. To producenci zarabiają na tym, że inni promują ich film. No, czyż nie jest to genialne?

Jak oni tego dokonali? Oni naprawdę muszą mieć moc (czy jasną czy ciemną, to ciężko do końca stwierdzić, ale jakąś na pewno).

No dobrze, ale co z tego wynika dla nas – tych, którzy nie mogą się pochwalić zbyt dużą dawką milichlorianów (lub jak tam się nazywają te małe ogniki, które dają powera)?

Na pewno daje nam to informację, że jak stworzymy coś naprawdę genialnego (i odpowiednio to wypromujemy przez 40 lat), to nie będziemy musieli już później specjalnie dbać o promocję – ona się sama zrobi.

Ale jak do tego dotrzeć?

Myślę, że nisza jest tu słowem kluczowym. GW zajęły pewną niszę wcześniej nie zajętą – filmu z pogranicza fantastyki, nauki, romansu dla chłopców, z dużą porcją efektów specjalnych, etc. I stały się dziełem kultowym.

Trzeba więc znaleźć dobrą niszę, zainwestować w promocję i poczekać 40 lat 😉 A póki co – można po prostu pójść do kina, oglądnąć co wydarzyło się w odległej galaktyce i… tyle.

Gwiezdne wojny, czyli marketingowa moc, bez ściemy

You May Also Like

One thought on “Gwiezdne wojny, czyli marketingowa moc, bez ściemy

Comments are closed.